Ta strona wykorzystuje pliki cookies m. in. w celach dostosowania do potrzeb użytkowników, poprawy bezpieczeństwa, statystycznych i reklamowych. Możesz zmienić ustawienia obsługi cookies w przeglądarce internetowej. Korzystając z naszych stron bez zmiany tych ustawień wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej na temat polityki cookies »

Zakmnij

Loading script and Flickr images

Wywiad Tygodnia

Jak już u Wilkowej to pierogi muszą być!

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

Rozmowa z Mirosławą Wilk, rolniczką z Wielgiego w powiecie lipnowskim i właścicielką firmy Tradycyjne Jadło, specjalizującą się w tradycyjnym gotowaniu, zdobywczynią nagrody Złotego Półgęska 2016

 

Ostatni tydzień adwentu - co jeszcze musi zrobić tradycyjna gospodyni, zanim w wigilijny poranek rozpocznie ostatni akord świątecznych przygotowań?

 

U mnie adwent i przygotowania do świąt rozpoczynają się znacznie wcześniej niż dla większości pań domu – wiąże się to z moją działalnością biznesową. Pierwsze przedświąteczne jarmarki mają miejsce jeszcze w listopadzie, więc już wtedy zaczynamy robić pierogi i wędzone wędliny, makowce, serniki. Ludzie lubią te nasze wyroby, lubią na święta coś niepowtarzalnego, smacznego, domowego. Zapotrzebowanie jest więc duże, robimy tego sporo, sama nie dałabym rady. Teraz mam do pomocy panie, wcześniej robiłam to sama, potem z bratową. Dużo satysfakcji dają jarmarki. Ludzie kupują na zapas lub smakują, żeby później kupić.   

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

W domu jest oczywiście inaczej, ale także dość wcześnie zaczynamy. Mam pięcioro wnucząt, szóste w drodze. Z myślą o nich staram się, by dom był kolorowo udekorowany, oni zresztą przy tym pomagają, pieczemy razem ciasteczka. Później już nie ma ta to czasu.

 

To ile tych pierogów musi pani zrobić?

 

Nigdy nie liczyłam, ale bardzo dużo. Ciągle się dorabia. Największym powodzeniem cieszą się te z kapustą i grzybami, wigilijne. Właśnie wstawiłam gar kapusty, żeby na jutro było. Pierogi idą zresztą cały rok, choć nie w takich ilościach. Ludzie lubią pierogi na każdą imprezę. Mówią: jak już u Wilkowej, to pierogi muszą być.

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

 

Co poleca pani do jedzenia na samą Wigilię?

 

Pierogi z kapustą i grzybami, śledzie i inne ryby, czerwony barszczyk. A na zamówienie robimy wszystko, czego klient sobie życzy.

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

U siebie w domu robię suszone grzyby w śmietanie – to takie tradycyjne, stare danie. Pamiętam, że robiła je moja mama, a wcześniej babcia. No i zupę z suszonych owoców z makaronem swojej roboty. Karpia też smażę. Wiadomo też: pierogi, śledzie pod różnymi postaciami, groch z kapustą. Oczywiście do tego sałatki, ciasta (makowce, pierniki), drobne ciasteczka różne.

 

Ile osób siądzie u pani do Wigilii?

 

Trzydzieści dwie osoby - rodzina jest spora! Od lat spotykamy się przy Wigilii razem – moje rodzeństwo z rodzinami i my. U mnie Wigilia wypada raz na pięć lat – mam czworo rodzeństwa, trzech braci i siostrę. Choć teraz to się trochę zmieni – w zeszłym roku było u mnie, teraz przypada kolej bratowej, ale pewnie będzie znowu u mnie, bo mam sporą przestrzeń, salę z kominkiem i łóżeczkiem dla dziecka, możemy się tu spokojnie wszyscy spotkać. Tu się zresztą najlepiej czuję.

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

 

Co poleca pani na pozostałe dni świąt?

 

Trochę luzu, dużo ruchu, rozmowy, przyjemne spędzanie czasu. Z rodziną, fajnie. Żeby, broń Boże, nie siedzieć cały czas przy tym stole. Jedzenia w miarę, żeby trudy przygotowań i problemy gastryczne nie odebrały nam przyjemności świętowania.  

 

Dlaczego, pani zdaniem, komponowanie menu i samo jedzenie są tak ważne w świątecznym, Bożonarodzeniowym obyczaju? Może równie dobrze można by się spotkać przy kawie i placku pod choinką i też pośpiewać kolędy?

 

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

Tradycja! Wracamy do tradycji, chcemy by dzieci ją przejęły, kultywowały, pamiętały jak to kiedyś było. Tak czuje i robi chyba większość rodzin. Dwanaście potraw, sianko pod obrusem – żeby było jak kiedyś u matki. Tradycja to wartość. Czasem w mojej rodzinie rozmawiamy, czy nie skończyć z tymi dużymi rodzinnymi Wigiliami – mamy dzieci, wnuki, rodzina się rozrosła. Robi się duży zamęt. Za każdym razem dochodzimy jednak do wniosku, że póki możemy się razem spotykać, trzeba to robić. Bo ten zamęt jest fajny – choinka, Mikołaj, dzieciaki, gwar rozmów. Ja to lubię!  

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

 

Co dla pani samej i dla pani rodziny stanowi esencję Bożego Narodzenia – co sprawia, że warto na nie czekać, warto się trudzić, bez czego nie byłoby magii tych świąt?

 

Spotkanie, spotkanie z bliskimi. Każdy ma czas, każdy na to czeka. Może być na luzie. Boże Narodzenie to najbardziej rodzinne święta – kolorowe, święcące, ciepłe, wyczekiwane. Refleksja religijna jest oczywiście ważna - cały urok w nocy, najlepiej w śniegu, z bliskimi do kościoła iść. No i kolędy – bez nich nie ma świąt.

 

Co mogłabym przekazać innym na kilka dni przed Bożym Narodzeniem? Żeby się radowali – to ważne! Ja jestem szczęśliwa, że robię to co lubię. Kocham życie – dało mi tyle satysfakcji. Mam fajną rodzinę – czwórkę dzieci, wnuki. Dla dobrego świętowania, tak jak do dobrego życia, potrzebni są bliscy.

 

Fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl

 

 

16 grudnia 2016 r.

BIP Kujawsko-Pomorskie konstelacje dobrych miejsc