Film

Zuzanna Grabowska, fot. Mikołaj Kuras
Zuzanna Grabowska, fot. Mikołaj Kuras

Rzuciłam się na głęboką wodę, ale nie żałuję

To jest po prostu mój film i on się albo obroni, albo się nie obroni, komuś się spodoba, komuś się nie spodoba – mówi Zuzanna Grabowska. – Zrobiłam taki krok i nie mogę się schować za tym, że reżyser tak wymyślił, producent zmienił. No nie! To już są moje decyzje.

Jak to jest, stanąć po tej drugiej stronie kamery?

Cudownie! Nawet nie wiedziałam, że tak mi się to spodoba. Marzyłam sobie zawsze w skrytości, żeby coś wyreżyserować. Zaczynałam od małych form, teledysków, krótkich metraży i wreszcie postanowiłam zrobić fabułę. Nie bez obaw podchodziłam do tego, natomiast zrobiłam wszystko, żeby przygotować się jak najlepiej przed zdjęciami, bo na planie wiele się dzieje. Nad tymi rzeczami podstawowymi – co tu robimy, jaka jest scena, jak gramy, jak to sobie wszystko wymyślałam – wcześniej już pracowałyśmy i miałyśmy próby. Proszę nie zapominać, że ja też grałam w tym filmie, więc to było zadanie bardzo trudne. Tak sobie nawet myślałam, czy w ogóle to jest wykonalne, ale potem przemówiłam do siebie. Wsparłam się odpowiednimi ludźmi, między innymi Anią Skorupą, która jest takim aktorskim coachem, która pracowała na przykład z Agatą Turkot przy „Domu dobrym”, czy z Erykiem Kulmem przy „Chopinie”. Mieliśmy taki 2-3 miesięczny okres prób – ja, Agata i Ania. Przeszłyśmy to razem, żebym na planie mogła być już pewna tego, co chcę zrobić.

Jak się pani reżyserowało sławnego ojca Andrzeja Grabowskiego i własnego męża Pawła Domagałę? Czy na planie słuchali pani reżyser?

Słuchali mnie! Oni w ogóle byli bardzo podekscytowani. Bardzo mnie wspierali. Ja się otoczyłam takimi ludźmi, do których mam zaufanie, których lubię, z którymi się dobrze czuję – moja przyjaciółka Agata Wątróbska plus mój mąż. Wiedzieli, że mamy mało dni zdjęciowych, że nie ma czasu, że trzeba korzystać z tego, co jest. To są przecież bardzo doświadczeni aktorzy. Byli posłuszni i słuchali się. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona.

Skąd w ogóle pomysł na reżyserowanie?

Przez te wszystkie lata, kiedy grałam w teatrze, czy w serialach, zawsze byłam elementem czyjejś wizji i tak mnie kusiło, żeby stworzyć coś swojego, pokazać kawałek mojego świata. Gdy reżyser czy producent ma jakąś wizję, trzeba się do niej dopasować w większym lub mniejszym stopniu. Można coś zaproponować, ale czasami nie ma dużej przestrzeni. Teraz ja mogłam od początku do końca stworzyć kawałek świata, który mnie inspiruje i coś dla mnie znaczy. To było świetne. Oczywiście jest to pełna odpowiedzialność. Teraz film pójdzie na ekrany i ja już nie mam się czym obronić – to ja, myśmy to wymyśliły, napisałyśmy razem z Agatą. To jest po prostu mój film i on się albo obroni, albo się nie obroni, komuś się spodoba, komuś się nie spodoba. Zrobiłam taki krok i nie mogę się schować za tym, że reżyser tak wymyślił, producent zmienił. No nie! To już są moje decyzje. Rzuciłam się na głęboką wodę, ale nie żałuję.

Są nerwy przed premierą?

Tak, bo zobaczyć film na dużym ekranie to co innego. Ja ten film oglądałam oczywiście setki razy, ale w studiach montażowych, na małych ekranikach i bez widowni, tylko z montażystą. Jestem bardzo, bardzo ciekawa, jak to wypadnie, czy ten film kogoś rozśmieszy, czy może wzruszy. Jestem ciekawa dyskusji po seansie. Bardzo, bardzo się cieszę!

Czy coś panią zaskoczyło jako reżyserkę w trakcie realizacji?

Przede wszystkim, że na etapie scenariusza powstaje pierwszy film, a na planie tworzy się kolejny. Wiadomo, że trzon jest ten sam. Mamy pewne wyobrażenie w głowie, a gdy przychodzimy na lokację, to nie wygląda tak, jak sobie wymarzyłyśmy, więc trzeba zmienić tę scenę. Potem na montażu jest trzeci film. Sceny, które wydawały mi się bardzo udane, nagle okazywały się tylko takie okej, a sceny, które wydawały mi się takie sobie, nagle okazuje się, że działają z muzyką, kolorem, udźwiękowieniem filmu. Ta historia też sama się opowiadała w pewnym momencie.

W jaki sposób dobierała pani obsadę aktorską?

Od razu wiedziałam, że Agata Wątróbska musi zagrać. Po prostu ona mi się wyświetliła w głowie. Zaproponowałam jej, żebyśmy stworzyły to razem. Powiedziałam: Agata jesteś moją przyjaciółką i aktorką, a że chcę zrobić film o przyjaźni, to napiszmy coś wspólnie. To był pierwszy klucz. My się znałyśmy całe studia, mieszkałyśmy wtedy razem, wiemy o sobie bardzo dużo i testowałyśmy się w różnych sytuacjach, a teraz w takiej filmowej. Pomysły na resztę obsady przychodziły nam na etapie pisania scenariusza. Kandydatury się zmieniały, aż ostatecznie pozostała ta ekipa.

Już z perspektywy zrealizowanego filmu, który etap był dla pani najciekawszy, a który najtrudniejszy?

Najciekawszy był zdecydowanie plan filmowy i tu się najlepiej czułam. Dzięki temu, że to się odbywało na łonie przyrody, w waszych lasach, nad jeziorami, to naprawdę był to piękny czas i dynamiczny. Wydaje mi się, że najbardziej męczącym etapem było pisanie scenariusza. To wymaga konsekwencji, a do tego nie byłam przyzwyczajona. Miałyśmy świetną konsultantkę scenariuszową Monikę Majorek, która nam pomagała. Najmniej utożsamiam się z tą rolą scenarzystki.

Film kręcony był w Kujawsko-Pomorskiem. Skąd pomysł, żeby tu przyjechać, a nie kręcić w Warszawie na przykład?

To jest film drogi, więc szukałyśmy miejsc, gdzie możemy pokazać Polskę piękną latem, bo tak sobie to wyobraziłam. Producentkom powiedziałam, żeby znalazły miejsca – ze zbożem, jeziorem, lasem. Później trafiliśmy na Fundusz Filmowy Kujawy Pomorze i zgłosiliśmy nasz projekt. Dzięki temu znaleźliśmy u was idealne miejsce i film mógł powstać. To było ogromne wsparcie. Poza tym nie moglibyśmy tego zrobić w Warszawie, bo po prostu nie byłoby takich ładnych miejsc.

„Droga rzadziej przemierzana” będzie Pani jednorazową przygodą z reżyserią?

Myślę, że nie. Na razie nic mi w głowie nie zaświtało, bo to jest też tak, że ta historia po prostu na mnie spadła, tak jakbym ją musiała zrobić. Poczułam taką wewnętrzną potrzebę i determinację. Jakaś taka myśl mnie prowadziła, więc jeżeli przyjdzie do ponownie, to chętnie coś wyreżyseruję. Myślę, że jednak już bym nie zagrała. To był taki jednorazowy projekt, który musiałam przeprowadzić w takiej formule, ale w przyszłości chciałabym tylko reżyserować.

Dziękujemy za rozmowę!

Departament Promocji
Dariusz Czołgowski i Paweł Jankowski

2 lipca 20216