Facebook Twitter Youtube Instagram Issuu Flickr
Szukaj

SAŁATKA Z JASIA I USZKA DO BARSZCZU

prof. Katarzyny Popowej – Zydroń, pianistki i profesor Akademii Muzycznej w Bydgoszczy

 
Mam pewien problem z wyborem przepisu wigilijnego. Bowiem staram się podczas tej uroczystej kolacji przywołać zarówno wspomnienia z mojego bułgarskiego dzieciństwa, kiedy Wigilia była obchodzona w największej tajemnicy - nie było wolnych dni z powodu Świąt i władze komunistyczne tępiły wszelkie przejawy religijności, więc kolędy śpiewano po cichu i nie wolno mi było mówić w szkole, że w domu była kolacja wigilijna. A była to kolacja tradycyjnie jak najskromniejsza- wyłącznie postne dania ( ryb nie było, jako że to również mięso...) zrobione z produktów, które pęcznieją - soczewica, fasola, ryż, pszenicy.

Więc była SAŁATKA Z JASIA: Namoczony od poprzedniego wieczora jaś gotowano w wodzie bez soli (!) do miękkości, odcedzano i mieszano z cienko pokrojoną cebulą i  zalewano olejem słonecznikowym i rozrobionym z cukrem ,solą i wodą octem winnym. Całość posypana zieloną pietruszką. Po paru godzinach w lodówce sałatka jest już do jedzenia. Więc tą sałatkę zawsze robię i w Polsce. Była też zupa z soczewicy, postne gołąbki z ryżem w liściach winogronowych lub w liściach z kiszonej kapusty ( tego się nie da zrobić w Polsce, bo kapusta kiszona jest szatkowana, a w całości kiszona ma zupełnie inny smak, doprawdy wyborny...!) i deser w postaci kompotu z suszonych owoców ( którego do dziś dnia nie lubię).,

Z drugiej strony staram się przywołać nastrój z dzieciństwa moich dzieci, kiedy żyła jeszcze ich polska babcia, która była niesamowitą kucharką- wszystko ,co zrobiła smakowało nam fantastycznie. Może dlatego, że byliśmy młodzi i nie napracowaliśmy się przy tym ...:-). Odziedziczyłam po niej przepis na USZKA DO BARSZCZU i wszelkie próby, które podejmuję co roku, wymigania się z tej potrawy , zostają całkowicie odrzucone przez moje, dorosłe już, dzieci. Uszka mają być i koniec! Żadnych pasztecików, żadnych kołaczy! Wiec te uszka, to okropna robota, bo muszą być małe - ciasto z mąki, jednego żółtka , wody i trochę soli rozwałkowuję na prawie przezroczysty blat i kroję na kwadraty 5x5 cm i z tego są zawijane uszka. A farsz jak najbardziej klasyczny: drobno posiekana cebula (bardzo drobno!) zeszklić na maśle i dodać znowu bardzo drobno posiekane ugotowane suszone grzyby ( ja ostatnio zaczęłam mielić te grzyby na grubym sitku w maszynce...). Posolić, popieprzyć i dodać białko z żółtka na ciasto. Wymieszać. Tego farszu niestety tylko na czubku łyżeczki mi wchodzi do jednego uszka i cała procedura trwa dobre dwie godziny, więc jest to robota dla potępieńców, ale cóż... raz do roku dogadzam wszystkim życzeniom rodziny. Aha - najważniejszy szczegół- do jednego uszka zamiast farszu wkładam ziarna pieprzu lub ziela angielskiego i ten, kto otrzyma na talerzu to uszko , będzie miał fart przez cały następny rok. Sprawdza się :-).

Pozdrawiam serdecznie.
Katarzyna Popowa-Zydroń

Czytaj więcej

© Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Toruń 2014. Wszystkie prawa zastrzeżone