Tofifest sprawia mi frajdę
Rozmowa z Kafką Jaworską, dyrektorką Międzynarodowego Festiwalu Filmowego BellaTofifest
Zobacz BellaTofifest 2026: Simlat i Czerwińska odbiorą Nagrodę Filmową Marszałka Województwa
Skąd pomysł, żeby w Toruniu zorganizować duży festiwal filmowy?
Pomysł narodził się dość spontanicznie. Myślę, że w życiu najwspanialsze są te chwile, kiedy dzieje się coś, co w sposób pozytywny na zawsze odmienia nasze życie. Pewnego dnia zadzwonił telefon z propozycją, czy nie chciałabym zorganizować festiwalu filmowego. Z małym dzieckiem na ramionach i pracą magisterską na temat kina Krzysztofa Kieślowskiego, podjęłam decyzję, która wpłynęła na całe moje zawodowe życie. Ani nie było to wówczas moje marzenie, ani pomysł i plan na życie. Zapukano do mnie ze wspaniałą propozycją, a ja ją przyjęłam. Do dziś sama nie wierzę w tę historię, trochę jak z bajki, która wywróciła moje życie do góry nogami, rozkochała w sobie i towarzyszy do dziś.
Początki nigdy nie są łatwe.
W tamtych czasach, powiedzmy sobie szczerze, budżet festiwalu był zerowy. Organizował go Dom Muz z siedzibą przy ulicy Podmurnej. W maleńkim oddziale przygotowywał go niewielki zespół wspaniałych osób, przyjaciół. Prezentowaliśmy wówczas kino tak zwane offowe, czyli nurt kina, który już nie istnieje (…), skupiając się w dużej mierze na filmach krótkometrażowych. Proces był niezwykły: selekcja filmów w domu na taśmach VHS, projekcje z taśmy 35 mm. (…) [Potem] nastąpił w kinematografii niezwykły zwrot, rozwój, a ja nabyłam niezwykłego doświadczenia. Okazało się, że Toruń potrzebuje kultury, kultury filmowej. (…)
Co się zmieniło przez te prawie 25 lat?
Podstawową rzeczą jest to, że w 2005 roku została uchwalona ustawa o kinematografii, dzięki której powstał Polski Instytut Sztuki Filmowej. To był przełom, bo bez takiej instytucji dofinansowanie [ze środków public] rynku audiowizualnego, czyli zarówno festiwali filmowych, jak i producentów czy reżyserów, było do tamtego momentu niewykonalne. Powołanie PISF pobudziło rynek. (…) To był epokowy moment do ruszenia z naszym festiwalem. Co się w tym czasie zmieniało, mogłabym wyliczać długo. Zmieniła się, chociażby technologia, bo od tego trzeba zacząć. Nie musimy już być super silni, żeby przenosić kopie. [W tamtych czasach] ważyły wówczas po 20 kilogramów i były pakowane w wielkie metalowe skrzynie. Kręgosłupy trzeba było mieć mocne.
Zwiększyło się spektrum dofinansowań (…). Zawsze mówię, że najważniejsze w naszym życiu, dla naszej cywilizacji, są kultura i edukacja. Budynki zostaną zburzone, to wszystko może nas nie przetrwać. (…) Kultura nas definiuje. Kultura, a film szczególnie, jest bardzo dużym wyzwaniem – merytorycznym i wymagającym talentu organizacyjnego. Do tego trzeba jeszcze mieć odpowiedni charakter. (…) Robienie festiwalu filmowego, w ogóle robienie kultury, jest obarczone naprawdę ogromnym ryzykiem, ale ja z tego czerpię frajdę. To nauczyło mnie umiejętności przewidywania i takiej wewnętrznej siły, że nawet jak świat się zawali, to trzeba szukać rozwiązań, a nie usiąść i się zamartwiać.

Kafka Jaworska, fot. Szymon Zdziebło/tarantoga dla UMWKP
Jak sam festiwal zmieniał się przez te wszystkie lata?
Rósł. Rósł jeśli chodzi o długość trwania i liczbę projekcji, zmieniał też nazwę i daty dostosowując się w pewnym sensie do mapy kulturalnej miasta. Rósł także budżetowo, co jest dla nas bardzo ważne, dlatego że inflacja dotyczy również kosztów kopii filmowych, dojazdów czy biletów lotniczych. Zmienialiśmy profil, zmienialiśmy nazwę, zmienialiśmy miejsca projekcji.
Czy jest jakaś jedna rzecz, która zapadła ci w pamięć, z której jesteś szczególnie zadowolona?
Raczej jestem osobą krytycznie patrzącą na przeszłość, wyciągam wnioski, które powodują, że chcę ciągle wszystko robić lepiej. Myślę, że to jest trochę taki błąd programowy, że dążę do perfekcji, bo jej nie da się osiągnąć. Myślę bardziej do przodu, niż podziwiam to, co zrobiłam. Mogłabym usiąść i się chwalić, ale nie czuję takiej potrzeby. Nie potrzebuję autopromocji, bo wiem, że ci, którzy kochają nasz festiwal, po prostu wiedzą, jaki kawał znakomitej roboty robimy. Ktoś, kto kocha kino, kto chce porozmawiać z artystami nie nazywając ich gwiazdami – ponieważ to nie są gwiazdy na niebie, tylko ludzie – to po prostu zna nasze doświadczenie, naszą historię, i przebierając nogami, czeka na kolejny festiwal.
W tej chwili określenie „gwiazda” jest nadużywane.
Pamiętajmy, że status gwiazdy się zmienił, bo jest nią też influencer czy szef kuchni prowadzący programy kulinarne. Nie krytykuję tego. Uważam, że to jest bardziej na potrzeby mediów plotkarskich czy popularności newsów. Żyjemy w bardzo szybkiej rzeczywistości i nasze życie jest bardzo szybkie. Czytamy leadami. Informacje nas wręcz przebodźcowują (…). My wiemy, że tak jest, ale my wychodzimy z opowieścią, którą budujemy wokół wątku, jaki danego roku nam w głowie buszuje. Staramy się w ten sposób nakłaniać i zachęcać widza nie [tylko] samymi nazwiskami. One są oczywiście bardzo ważne, ale każdy z tych, których możemy nazwać gwiazdami (bądź nie), ma swoją opowieść. Stoi za nimi mniejsza bądź większa historia filmowa, ich talent. A nie zawsze bycie gwiazdą oznacza posiadanie talentu. Dlatego właśnie mówimy o nich „artyści” i „artystki”.
Trudno tych ludzi ściągnąć do Torunia? Trzeba ich jakoś szczególnie namawiać?
Nie. Festiwal ma prawie ćwierć wieku – to dopiero brzmi dostojnie! – więc nie jesteśmy już najmłodsi, w związku z czym jesteśmy bardzo dobrze rozpoznawalni. Przede wszystkim w europejskiej branży filmowej, bo to jest nasze środowisko. Tu raczej kwestie dotyczą zgrania terminów. Nie spotkałam się, przyznam szczerze, żeby ktoś powiedział mi, że nie chce przyjechać do Torunia. Serce rośnie – pomijając już, że przyjaźnimy się z większością – jak słyszymy, że nie mogą się doczekać i niedługo się zobaczymy.
Zdarza się, że słyszysz: nareszcie mnie zaprosiliście?
Też tak bywa. Pamiętać jednak trzeba, że festiwal ma swoją pojemność, także budżetową. Miasto hotelowo jest takie, a nie inne. Organizujemy festiwal w okresie letnim, czyli wtedy, kiedy jest wysoki sezon turystyczny. To jest dla nas fantastyczne, bo nasza publiczność się miesza. Nie tylko są to tylko osoby z branży filmowej, ale też turyści i mieszkańcy. To miasto żyje wówczas nie tylko samymi kawiarniami, ale też wysoką kulturą, jaką prezentujemy na naszym festiwalu.

Kafka Jaworska (z lewej) podczas konferencji prasowej przed Tofifest 2026, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
Jak wspomniałaś, początki to były jeszcze czasy filmów na kasetach VHS, obecnie mamy erę streamingu.
Pamiętam, że startowaliśmy z 20 tytułami, obecnie mamy w programie ponad 120 filmów. Zaczynaliśmy od krótkich metraży, skupiając się tylko na kinie polskim. W tej chwili dominują u nas filmy pełnometrażowe, w tym fabuły. Nie zapominamy jednak o kinie dokumentalnym, które dedykowane jest u nas konkretnym tematom, a realizują te sekcje nasi kuratorzy. W programie obecne są nie tylko premiery polskie, ale i europejskie, a to jest dla nas naprawdę niezwykle istotne. Staramy się śledzić repertuar, który oferują platformy streamingowe, bo cały sektor audiowizualny bardzo się zmienił, szczególnie po pandemii, kiedy moda na streamingi po prostu w sposób naturalny się rozwinęła. Nie znam osoby, która by z tego teraz nie korzystała. Wychodzę jednak z założenia, że jedno napędza drugie. A kino artystyczne, europejskie zawsze wygra.
Można je pokazać na festiwalach.
Festiwale filmowe miały drobną zadyszkę po pandemii, bo jednak pozostaliśmy na pewien czas – dobre półtora roku – w domach, ale teraz wróciła festiwalowa turystyka, czyli taka potrzeba wychodzenia i pójścia na festiwal, gdzie można nadrobić zaległości albo zobaczyć nowości. Szczególnie, że kina nie są na tyle pojemne, a produkcji naprawdę wybitnych, o których nie słyszymy, jest bardzo dużo. Od tego są festiwale, żeby je pokazać, kondensować.
Jak wygląda obecnie selekcja filmów? Co sprawia, że dany tytuł trafia do programu festiwalu?
Selekcja odbywa się tak naprawdę w sposób trojaki. Po pierwsze mamy platformy internetowe – jedna jest anglojęzyczna, druga polska – przez które twórczynie i twórcy mogą zgłaszać swoje filmy. Po drugie – jako długoletni organizatorzy festiwalu skierowanego na kino ambitne, autorskie, nieznane – jesteśmy bardzo dobrze zaznajomieni z rynkiem, nazwijmy go dystrybucyjnym, na całym świecie i sami możemy wybierać ciekawe propozycje. Dla przykładu: zanim odbędą się projekcje filmów zakwalifikowanych na festiwal w Cannes, my już mamy do nich wgląd. A trzeci jest sposób jest taki, że mamy kuratorów, którzy odpowiadają za swoje sekcje i to oni dokonują wyboru w porozumieniu ze mną, jako tym człowiekiem, który stawia kropkę nad i.
Czym w tym roku kuratorzy mogą zaskoczyć widzów?
W tym roku postanowiliśmy pokazać pasmo „Z innej perspektywy”. Będzie to autorski projekt dziennikarki i krytyczki filmowej Oli Salwy należącej do FIPRESCI (Międzynarodowa Federacja Krytyków Filmowych – red), która jest znawczynią kina Bliskiego Wschodu i pokaże nam ten rejon świata z innej strony. To będą filmy nowe, zaskakujące.
Mamy również kuratora konkursu polskiego (którym jest krytyk i dziennikarz filmowy, publicysta i pisarz Łukasz Maciejewski) oraz kuratora pasma „Niepokorne” – tworzy je prorektor Warszawskiej Szkoły Filmowej i krytyk filmowy Artur Zaborski.
To ostatnie jest ci szczególnie bliskie.
Nasz festiwal BellaTofifest od lat definiuje wspomniana niepokorność. Niepokorność, która – niezależnie od sytuacji społecznej, politycznej, artystycznej – zawsze się broni. I to jest tak naprawdę nasz fundament. Tworzymy takie wydarzenie, które konsekwentnie i odważnie mówi o niełatwych tematach czy problemach. Ale mówi tak, że zarówno jakość filmu, jak i jego forma musi być na najwyższym poziomie.
W tym roku widzowie zobaczą na festiwalu sekcję „Aktorki Andrzeja Wajdy”, której kuratorem jest Łukasz Maciejewski. Skąd pomysł na pokazanie twórczości Wajdy przez pryzmat kobiet w jego filmach?
Mamy rok Andrzeja Wajdy, urodziłam się tego samego dnia co on, więc mam szczególny sentyment do tego jednego z najważniejszych twórców w historii kina. Zastanawiałam się długo, czy honorować Wajdę, czy nie będzie przesytu, jeśli chodzi o festiwale filmowe w Polsce, bo tę 100. rocznicę urodzin naszego mistrza na pewno wszyscy wykorzystają. Ale mój znajomy krytyk filmowy napisał świetny felieton właśnie o tym, jak bardzo aktorki Wajdy nie zostały nigdy docenione. Zadzwoniłam do niego i zapytałam, co by powiedział, gdybym chciała ten temat wykorzystać. Na co usłyszałam „tylko ty możesz wpaść na taki pomysł, to jest rewelacja”. Ponieważ od zawsze na festiwalu byliśmy nastawieni na to, żeby promować kobietę artystkę (zarówno w treści filmów, jak i jako twórczynię dzieł), to ten temat „Aktorki Andrzeja Wajdy” wydaje mi się naprawdę świetny. I to będzie przegląd retrospektywny, z udziałem aktorek, które u niego grały i które nam o tym też opowiedzą. Bo całości będzie towarzyszyło wielkie spotkanie z zaproszonymi aktorkami Wajdy, takimi, które w jego twórczości zapisały się szczególnie. Nie będę zdradzała teraz nazwisk, ale to dla nas naprawdę będzie bardzo ważne wydarzenie. Organizujemy je we współpracy z Festiwalem Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Ciekawym festiwalowym pomysłem jest kino plenerowe. Gdzie w tym roku zaprosicie widzów?
Na festiwalu prezentujemy najnowsze produkcje i klasykę, kino trochę cięższe i trudniejsze w odbiorze, ale też kino lżejsze. Do tego są plenery. Kino plenerowe jest bardzo ważnym elementem festiwalu. W tym roku dojdzie nam jeszcze jedna lokalizacja, czyli w sumie będą już cztery. Przypomnę, że projekcje odbywają się w ogrodzie przy Dworze Mieszczańskim oraz na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. Trzy lata temu wyszliśmy poza Starówkę i działamy też na Mokrem, w industrialnej części jaką jest Centrum Bumar. Mieliśmy obawy, czy ta lokalizacja się przyjmie, ale okazało się, że przyjęła się fantastycznie. Mieszkańcy chętnie wychodzą z okolicznych bloków i idą na film. W tym roku zawitamy po raz pierwszy do Muzeum Etnograficznego, gdzie będzie można zobaczyć szerokie spektrum kina, od produkcji starszych po najnowsze.
Zawsze ciekawiła mnie nazwa festiwalu, która brzmi słodko. Skąd wziął się Tofifest?
Przez te 23. edycje festiwalu tyle się zmieniało i tak bardzo wszystko pączkowało i pączkuje nadal, że zwyczajnie nie pamiętam, w jakich okolicznościach ta nazwa powstała. Ale bardzo się cieszę, gdy słyszę, że się podoba. Połączyliśmy w niej Toruń z offem, czyli kinem niezależnym oraz festiwalem.
Rozmawiali:
Paweł Jankowski
Dariusz Czołgowski
26 czerwca 2026 r.