Przejdź do treści
Wersja graficzna
Kontrast:
Rozmiar czcionki:
Odstępy:
Instrukcja
TAB - Kolejny element
SHIFT + TAB - Poprzedni element
CTRL + F - Wyszukiwarka
ALT + (← / →) – poprzednia / następna (odwiedzona) strona
ESC - Anulowanie podpowiedzi
Facebook Twitter Youtube Instagram Issuu Flickr

 

Koronawirus  

Są cechy charakteru, które wynoszą na szczyt

Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP

Rozmowa z Robertem Malinowskim** radnym województwa, bratem wybitnego lekkoatlety Bronisława Malinowskiego* 

 

Kiedy myślimy o ludziach-ikonach zastanawiamy się co kryje się za ich sukcesem i zasłużoną sławą.

 

Bronek był niezwykle zdyscyplinowany, miał silny charakter. Bo jeśli chce się coś osiągnąć, w sporcie lub innej dziedzinie, to trzeba się temu poświęcić, rezygnując z innych rzeczy. On był skoncentrowany na sporcie. I na nauce, bo jednocześnie studiował w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Nie korzystał z indywidualnego toku studiów, choć mógłby i byłoby to dla niego znacznie łatwiejsze. Układał treningi pod studia.

 

W tamtych czasach były problemy z odpowiednią dietą dla sportowców. Wiadomo, że dieta przy regularnym dużym wysiłku fizycznym musi być odpowiednio zbilansowana. Były problemy także ze sprzętem. Dziś ludzie mają wszystko, ale często brakuje im stanowczości i siły woli, konsekwencji.

 

Był ambitny. Trenował codziennie. Wstawał o wpół do piątej rano i do siódmej-ósmej się uczył. Wstyd by mu było, gdyby poszedł na egzamin i czegoś nie wiedział. Mówił: jestem mistrzem Polski i okaże się, że z anatomii czegoś nie wiem?

 

Kontuzje to były jedyne rzeczy, które go wytrącały z równowagi. Jest rok 1980, olimpiada w Moskwie, on jest już wicemistrzem olimpijskim sprzed 4 lat i ma na koncie czwarte miejsce na olimpiadzie z 1972 – to o co mu może w Moskwie chodzić?

 

Bronisław Malinowski, fot. Mieczysław Świderski newspix.pl via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego
Bronisław Malinowski, fot. Mieczysław Świderski newspix.pl via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego

 

 

Tylko o złoto.

 

Reszta się nie liczyła! Tymczasem jest marzec, kwiecień – on ma kontuzję. Upie…liwy się zrobił, nie znałem go takiego wcześniej.

 

Był twardy dla siebie. Z przyczyn praktycznych mieszkał z mamą – bo obiady, itd. Przez wiele lat nie miał nawet czasu żeby się z kimś bliżej związać. Pamiętam imprezę sylwestrową, na którą nie miał z kim pojechać. Realizował swoje cele kosztem osobistych wyrzeczeń, kosztem prywatnych relacji. Miał malutkie mieszkanie w Grudziądzu na osiedlu Kopernika - na czwartym piętrze, 42 metry kwadratowe, dwa pokoiki. Nie dbał o swoje sprawy materialne.

 

W głowie mu nigdy nie było, by skorzystać z propozycji przejścia do któregoś z bogatych klubów sportowych, na przykład śląskich, których zawodnicy byli zatrudniani jako górnicy na przodku, choć pod ziemię nigdy nie zjechali. Chodziło o to, by można im było płacić jak górnikom dołowym, którzy wówczas zarabiali jak na polskie warunki bardzo dobrze. Nie chciał opuszczać regionu, to nie wchodziło w grę. Raz tylko wskoczył w mundur wojskowy, to była spartakiada armii zaprzyjaźnionych w Pradze, i potrzebowali go.

 

Reprezentował kraj.

 

Tak. Dostał na tę okoliczność mundur galowy, taki, jakie nosili członkowie orkiestr wojskowych. Ładne w nim wyglądał. Miał go dwa tygodnie.

 

Czyli: ambitny, twardy, solidny, wewnętrznie zdyscyplinowany, dobrze zorganizowany.

 

Są takie cechy charakteru, które wynoszą ludzi na szczyty.

 

Bronisław Malinowski, fot. PAP via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego
Bronisław Malinowski, fot. PAP via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego

 

Nie ułożył sobie życia prywatnego?

 

Nie zdążył. Miał 28 lat, kiedy w Warszawie na jakimś zgrupowaniu spotkał miłość życia, pięcioboistkę Mirosławę Jakubowską. Mieli poważne plany, na grudzień 1981 był zaplanowany ich ślub. Zginął w tragicznym wypadku na grudziądzkim moście 27 września. (Jego samochód został staranowany przez potężną ciężarówkę, która lewym pasem próbowała wyminąć autobus stojący przed barierką po robotach drogowych – red.). Mirka wyszła potem za mąż za sprintera Krzysztofa Świostka.    

 

Jeździł na spotkania w całej Polsce – a to w jakiejś jednostce wojskowej, a to w zakładzie karnym, ale najczęściej do szkół by spotkać się z młodzieżą. Byłem na jednym z takim spotkań, w kobiecym zakładzie karnym w Grudziądzu. Pamiętam oczekujące go osadzone – wyszykowane, prezentujące tak dużą wiedzę na temat sportu, że mi szczęka opadła. Opowiadał im o treningach, o wyjazdach, na  przykład do Meksyku. Miasto Meksyk jest położone na dwóch tysiącach metrów nad poziomem morza, jest idealne do treningów w sportach wytrzymałościowych. Mówił o treningach na górze wulkanicznej – chodziło o to, by niska zawartość tlenu w powietrzu zmuszała organizm do produkcji czerwonych ciałek krwi. Na stadionie w Meksyku temperatura 50 stopni, więc biegają o 4 rano. Publiczność słuchała z zainteresowaniem także jego opowieści o zgrupowaniach kondycyjnych w Kenii, gdzie polscy sportowcy mieszkali na terenie bazy wojskowej kontrolowanej przez Brytyjczyków. Bronek z przejęciem mówił o żebrzących bosych dzieciach, które gromadami towarzyszyły wychodzącym poza teren bazy Polakom. Także o tym, że widząc u nich symptomy stałego niedożywienia wynosili pod ubraniami jedzenie dla nich. 

 

Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP  Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP  Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
Robert Malinowski, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP

 

Był wrażliwy społecznie?

 

Wręcz niezwykle, to było coś niesamowitego. Nie myślał o gromadzeniu pieniędzy, w ogóle nie myślał w takich kategoriach. Pamiętam jak byliśmy na spotkaniu w domu dziecka w Bąkowie, małej miejscowości pod Grudziądzem, między Rulewem a Warlubiem. To były nasze okolice, tam mieszkaliśmy jako dzieci. Do szkoły w Warlubiu chodziliśmy przez Bąkowo, czasem z chłopcami z domu dziecka, dlatego znaliśmy ich historie rodzinne. W tamtych czasach wychowankowie domów dziecka najczęściej byli prawdziwymi sierotami, bez rodzin. Gdzie pójdą po domu dziecka? Bronek, już jako gwiazda sportu, ufundował dwóm wychowankom z Bąkowa i Wydrzna książeczki mieszkaniowe, co oznaczało w tamtych czasach otrzymanie przez nich mieszkania. Chłopcy otrzymali mieszkania po uzyskaniu pełnoletniości.

 

Pamiętam też historie związane z dożywianiem – w różne miejsca jeździliśmy z bagażnikiem pełnym puszek z szynką, które zdobywał w zaprzyjaźnionych zakładach mięsnych w Grudziądzu.

 

Był też hojny wobec kolegów lekkoatletów z polskiej kadry narodowej. Kiedy wracając z zagranicy lądował na warszawskim Okęciu i prosił, żeby go ktoś odebrał autem i zawiózł na Bielany do kompleksu AWF, zawsze byli chętni by mu pomóc. Ale kiedy z takiego wyjazdu, na przykład z Francji, przywoził sprzęt, w który wyposażał go jeden z francuskich przyjaciół, nigdy go do domu nie dowoził – po prostu rozdawał to wszystko.

 

Bronisław Malinowski, fot. Piotr Bilski via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego
Bronisław Malinowski, fot. Piotr Bilski via Międzynarodowe Biegi im. Bronisława Malinowskiego

 

Niedozwolony doping – wiele się o nim obecnie mówi, wiadomo, że i w tamtych czasach był w sporcie obecny. Jaki stosunek miał do niego Pański brat?

 

Obecnie działania antydopingowe są międzynarodowo synchronizowane i bardzo restrykcyjne. Ale w latach siedemdziesiątych funkcjonowały państwowe laboratoria produkujące środki i obmyślające techniki dopingowe, działający z aprobatą rządów specjaliści aplikowali je sportowcom. Klinicznym przykładem było NRD (Niemiecka Republika Demokratyczna, dzisiejsze wschodnie landy Niemiec, wówczas w orbicie wpływów Rosji sowieckiej – red.). W Lipsku istniał instytut kultury fizycznej ogrodzony dwumetrowym płotem i strzeżony przez uzbrojonych strażników. Przykładem, na to, jak ten system funkcjonował, może być pewien epizod olimpiady w Montrealu w 1976 roku. Jest finał biegu na 3000 metrów z przeszkodami, na finiszu Bronek biegnie drugi-trzeci (ostatecznie zdobędzie srebrny medal – red.), Niemiec Baumgart się przewraca na ostatniej przeszkodzie i dobiega trzeci. Przewrócił się, bo doping pozbawił go mechanizmów obronnych – dał z siebie wszystko, nie zostawił sobie rezerwy sił. Po biegu w szatni pojawia się lekarz niemieckiej ekipy, wali mu zastrzyk w aortę, klepie Baumgarta po twarzy i ten odzyskuje formę. Instytut dopingowy istniał też na przykład w Bułgarii – Bułgarzy odnosili wówczas sukcesy m.in. w zapasach i podnoszeniu ciężarów, w wioślarstwie.        

 

To wszystko były rzeczy w międzynarodowym środowisku lekkoatletycznym znane. Bronek był wśród tych, którzy stosującym doping nie podawali ręki. W Polsce w tamtym czasie dopingu nie było.

 

W stanowisku sejmiku województwa o ustanowieniu Roku Bronisława Malinowskiego jest mowa o zasadach fair play, którym hołdował.

 

Jest trochę tak, że dziś podkreśla się jako zachowania fair, czyli czyste, uczciwe, w sporcie i nie tylko, coś, co w czasach naszej młodości, w czasach sportowych sukcesów Bronka, było najzupełniej naturalne, było normą. Dlatego ja bym tego tak nie uwypuklał. Sport łączył się z zasadami - i tyle.  

 

Niektóre rekordy ustanowione przez Pańskiego brata pozostają wciąż niepobite.

 

Znałem talenty większe od Bronka, ale takiego charakteru jak on miał … Gdyby nie miał charakteru, nie doszedłby do niczego. Uważam, że dzisiaj, przy mnóstwie pokus dookoła, charakter jest jeszcze ważniejszy niż kiedyś. Trzeba realizować marzenia i robić wszystko, by się spełniły – mam swój plan, robię! Nie dać się otoczeniu, które usiłuje odwieść cię od celu. Nie widzę dziś w Polsce zawodników, którzy by mieli motywację, by poprawić Bronkowe rekordy Polski. Poprawiają zmotywowani – Kenijczycy, Tanzańczycy, generalnie Afrykanie, ludzie, dla których sport jest dziedziną, w której mogą się wybić i pokazać. Bo biegi długie to dyscyplina, w której cierpienie - czyli przygotowanie wydolnościowe organizmu - podczas treningu jest warunkiem koniecznym sukcesu, jest na pierwszym miejscu. Zawody to końcówka.

 

* Bronisław Malinowski (1951- 1981),  związany z naszym regionem wybitny polski lekkoatleta, długodystansowiec, złoty i srebrny  medalista olimpijski, wicemistrz świata, wielokrotny mistrz Polski, do dziś niepokonany rekordzista kraju w biegach długich. W Kujawsko-Pomorskiem trwa Rok Bronisława Malinowskiego

 

** Robert Malinowski (ur. w 1949 r.), starszy brat Bronisława Malinowskiego, lekkoatleta, pięciokrotny reprezentant Polski juniorów, nauczyciel, dyrektor szkoły, trener, prezydent Grudziądza w latach 2006-2018, radny województwa kujawsko-pomorskiego.

 

12 kwietnia 2021 r.

Czytaj więcej

© Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Toruń 2014. Wszystkie prawa zastrzeżone