Rówieśnicy Niepodległej

Genowefa Drozdecka, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
Genowefa Drozdecka, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP

Genowefa Drozdecka (z domu Górecka)

urodziła się 14 stycznia 1926 roku w Trzcianie, na terenie obecnego województwa kujawsko-pomorskiego, w rodzinie rolniczej. Jej rodzicami byli Andrzej i Teofila Góreccy z domu Zaremba, którzy prowadzili gospodarstwo rolne. Dorastała w wielodzietnej rodzinie – miała pięcioro rodzeństwa.

Dzieciństwo i młodość seniorki przypadły na niezwykle trudny okres II wojny światowej. Uczęszczała do szkoły podstawowej w Przydworzu, jednak naukę przerwał wybuch wojny – miała wówczas zaledwie 13 lat. Wraz z rodziną zmuszona była uciekać przed okupantem w okolice Golubia-Dobrzynia, a po powrocie do Trzciana rozpoczęła pracę przymusową w niemieckim majątku w Sosnówce. W 1942 roku została wraz z całą rodziną wywieziona do obozu pracy w Potulicach, gdzie pracowała w szwalni, szyjąc kożuchy dla żołnierzy niemieckich. Warunki bytowe były bardzo ciężkie, a racje żywnościowe skromne – często oddawała swoje porcje młodszemu bratu. Z narażeniem własnego bezpieczeństwa ukryła jednego z braci na starych ubraniach, chroniąc go przed wywózką na roboty przymusowe.

Po zakończeniu wojny, w 1945 roku, wróciła z rodziną do Trzciana i ponownie podjęła pracę w majątku w Sosnówce. W 1950 roku zawarła związek małżeński z Benedyktem Kilińskim, kowalem. Wkrótce na świat przyszły dzieci – syn urodzony w 1951 roku oraz córka w 1956 roku. Małżonkowie prowadzili niewielkie gospodarstwo rolne o powierzchni około 1,5 ha, a mąż pracował zawodowo w POM-ie w Ryńsku. Pod koniec lat pięćdziesiątych wybudowali nowy dom, w którym zamieszkali wspólnie z rodzicami.

Los ponownie wystawił ją na ciężką próbę – w 1970 roku zmarł jej mąż, pozostawiając ją samą z dwójką dzieci i ojcem na gospodarstwie. Pomimo trudności wykazała się niezwykłą siłą charakteru, samodzielnie prowadząc dom i gospodarstwo. W 1980 roku ponownie wyszła za mąż za Alfonsa Drozdeckiego, teścia swojej córki. Połączyli gospodarstwa i wspólnie prowadzili rodzinny dom we wsi Trzciano. W 1987 roku seniorka po raz drugi została wdową.

Przez całe życie była osobą niezwykle pracowitą i aktywną. Udzielała się społecznie, m.in. w Kole Gospodyń Wiejskich w Trzcianie, śpiewała w chórze, a jej artystyczna dusza przejawiała się także w zamiłowaniu do robótek ręcznych – szyła na maszynie, robiła na drutach swetry, skarpety i charakterystyczne „sweterki w różyczki”.

Doczekała się jednego wnuka i dwóch wnuczek, a także jednego prawnuka i trzech prawnuczek. Do dziś interesuje się sprawami rodziny, losem zwierząt i wydarzeniami w kraju oraz na świecie, czyta Gazetę Pomorską. Jest osobą troskliwą, zdyscyplinowaną, przywiązaną do porządku, a także stanowczą i konsekwentną – cechy te towarzyszą jej przez całe życie.

Zapytana o receptę na długowieczność, seniorka nie ma wątpliwości: kochająca się rodzina, życie blisko natury oraz proste, własnoręcznie wytwarzane jedzenie – owoce, warzywa, mięso i nabiał z własnego gospodarstwa. To właśnie te wartości uważa za fundament swojego długiego i bogatego życia.

Beata Krzemińska
rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego