Aurelia Legumina
(z domu Kralska) urodziła się 5 lutego 1926 roku na Bielkach (powiat radziejowski) jako córka Franciszka i Stanisławy Kralskich. Dorastała w wielodzietnej rodzinie, mając pięć sióstr, w tym siostrę bliźniaczkę, z którą przez całe życie łączy ją wyjątkowa, silna więź. Ukończyła pięcioletnią szkołę podstawową w Topólce. Jej ojciec do 1939 roku pełnił funkcję wójta, natomiast mama zajmowała się prowadzeniem gospodarstwa.
Młodość pani Auraelia przypadła na dramatyczny okres II wojny światowej. W maju 1940 roku wraz z rodziną trafiła do hitlerowskiego obozu w Łodzi. Następnie, 20 lipca 1940 roku, cała rodzina została wysiedlona na Lubelszczyznę, do miejscowości Wola Radzięcka (powiat biłgorajski), położonej między Frampolem a Szczebrzeszynem, gdzie przebywała przez około cztery i pół roku. W czasie wysiedlenia pani Aurelia ciężko pracowała w gospodarstwie.
Rodzinny dom i majątek na Bielkach zostały w czasie wojny zajęte przez niemieckich okupantów. Po powrocie okazało się, że gospodarstwo zostało całkowicie zniszczone i obrabowane. Po zakończeniu wojny, w 1945 roku, pani Aurelia wróciła z rodziną na Bielki i ponownie podjęła pracę w gospodarstwie.
W 1955 roku pani Aurelia wyszła za mąż za Jana Leguminę. Małżonkowie zamieszkali w Smogorzewie koło Włocławka, gdzie prowadzili gospodarstwo rolne i wychowali sześcioro dzieci: Macieja, Wojciecha, Marię, Lesława, Grzegorza i Zofię. Seniorka doczekała się dziewięciorga wnucząt i sześciorga prawnucząt. W 1982 roku zmarł jej mąż Jan Legumina, w wieku 80 lat. Po jego śmierci pani Aurelia pozostała na gospodarstwie wraz z dziećmi.
Mama pani Aurelii dożyła sędziwego wieku 102 lat i zmarła po urazie biodra. W 2007 roku seniorka przeżyła również bolesną stratę – śmierć syna. Obecnie pani Aurelia mieszka wraz z córką Zofią, która sprawuje nad nią codzienną opiekę.
Pani Aurelia przez całe życie była silnie związana z domem i naturą. Z zamiłowaniem wykonywała prace w ogrodzie – pielęgnowała zarówno ogródek warzywny, jak i kwiatowy, przy czym to właśnie kwiaty były jej największą pasją. Chętnie dokarmiała zwierzęta, szczególnie koty i psy, a jeszcze do niedawna hodowała również kury i kaczki.
Jest osobą bardzo ugodową, spokojną, serdeczną i życzliwą wobec innych. Lubiła uczestniczyć w nabożeństwach i pozostaje blisko związana z życiem religijnym. Rodzina do dziś z ogromnym sentymentem wspomina jej domową kuchnię – zwłaszcza czerninę, rosół, kopytka, pierogi oraz prażuchy, czyli ziemniaki okraszane skwarkami, które zawsze cieszyły się wielkim uznaniem domowników.
Luty 2026 r.