Medale marszałka dla stuletnich mieszkanek regionu
Ich dzieciństwo przerwała wojna, która wymusiła wczesne wejście w dorosłość. Przeżyły przymusową pracę, trudną codzienność, by po wojnie budować szczęśliwe życie rodzinne. Stuletnim mieszkankom regionu Weronice Bieńkowskiej, Weronice Wiśniewskiej, Irenie Skoniecznej i Zofii Gontarek medale marszałka Unitas Durat Palatinatus Cuiaviano-Pomeraniensis wręczyli wicemarszałek Aneta Jędrzejewska, członek zarządu województwa Marek Wojtkowski, wiceprzewodniczący sejmiku województwa Przemysław Sznajdrowski i radny województwa Paweł Zgórzyński.
– Niech dobroć, którą obdarza pani innych, powraca wzmocniona troską, serdecznością i uwagą bliskich. Niech każdy dzień przynosi radość, miłość i wsparcie – życzy marszałek Piotr Całbecki.
Weronika Bieńkowska urodziła się 27 grudnia 1925 roku w Zawadzie (województwo mazowieckie) w rodzinie rolniczej. Miała czworo rodzeństwa, a jedna z jej sióstr dożyła 102 lat. W czasie II wojny światowej pracowała przymusowo w niemieckim gospodarstwie. Po okupacji z mężem Franciszkiem Bieńkowskim wychowali czwórkę dzieci. Małżonkowie mieszkali kolejno w Płosznicy, następnie w Turzy Małej (także województwo mazowieckie), gdzie prowadzili gospodarstwo rolne. W 1974 roku przeprowadzili się do Bydgoszczy. Tam pani Weronika pracowała w Elewatorze aż do przejścia na emeryturę, a wcześniej również w zakładach telefonicznych.
Od zawsze była osobą niezwykle pracowitą i wszechstronną – szyła, robiła na drutach, szydełkowała. Wyróżniała się miłością do książek. Znana jest z ogromnej troski o rodzinę. Opiekowała się też sierotami, wychowując jedną z dziewcząt aż do pełnoletności. Doczekała się pięciorga wnucząt, prawnucząt, a także praprawnuczki. Była perfekcyjną panią domu, ucząc dzieci i wnuki porządku od najmłodszych lat. Doskonale gotowała i piekła – już od wczesnego ranka przygotowywała racuchy, makarony, kluski szare, leniwe, drożdżówki.
– Babcia Weronika uwielbiała wspólne gotowanie z wnukami, zabierała ich na wycieczki rowerowe, spacery, a także regularne, długie wyprawy na cmentarz – wspomina wnuczka Krystyna.
Irena Skonieczna urodziła się 14 stycznia 1926 roku w Szucie, w powiecie rypińskim. Dorastała w rodzinie rolniczej. Miała pięć sióstr i czterech braci, a jej rodzice (Jakub i Józefa), prowadzili gospodarstwo rolne. Edukację szkolną nestorki przerwał wybuch II wojny światowej. W czasie okupacji została wysłana na przymusowe roboty do niemieckiego gospodarza, gdzie pracowała do końca wojny, zajmując się całym inwentarzem chlewnym. Warunki życia były trudne. Pani Irena otrzymywała jedynie szczątkowe racje żywnościowe. Krótko po wojnie wyszła za mąż, ale już w wieku 32 lat została wdową co zmusiło ja do samodzielnego prowadzenie gospodarstwa rolnego i wychowania dzieci – dwie córki i syna. Mimo tego angażowała się w życie społeczne i kulturalne. Śpiewała w chórze, dając wyraz swojej artystycznej wrażliwości. Pani Irena przez całe życie wyróżniała się doskonałą kondycją fizyczną i hartem ducha. Uwielbiała jazdę na rowerze i pozostawała aktywna aż do 85. roku życia. Jest babcią trójki wnuków oraz prababcią trzech prawnuczek.
– Babcię Irenę zawsze podziwiałem za jej niezwykłą pracowitość i dyscyplinę. Do dziś ma w sobie potrzebę porządku i konsekwencji. Lubi, gdy wszystko jest zrobione po jej myśli i dopięte na ostatni guzik. Była i jest osobą bardzo zaradną, silną i godną ogromnego szacunku – podkreśla jej wnuczek Sylwester.
Weronika Wiśniewska przyszła na świat 3 stycznia 1926 roku w Lubrańcu (powiat włocławski) jako córka Władysława i Kazimiery Federowiczów. Jej dzieciństwo naznaczone było migracją. Ojciec wyjechał do Stanów Zjednoczonych, by po kilku latach sprowadzić rodzinę do Nowego Jorku. Po kilkuletnim pobycie za oceanem pani Weronika wróciła do Polski i ukończyła szkołę powszechną w Lubrańcu.
Od najmłodszych lat wyróżniała się niezwykłymi zdolnościami intelektualnymi, szczególnie w naukach ścisłych. Jej pasją była matematyka – liczyła w pamięci, bez kalkulatora, szybko i bezbłędnie. Marzyła o dalszej edukacji; przed wojną dostała się do gimnazjum we Włocławku, jednak wybuch II wojny światowej przekreślił jej plany naukowe. Okres okupacji spędziła w Lubrańcu. Nie została skierowana na roboty przymusowe – pomagał jej ówczesny naczelnik Lubrańca, Ślązak mieszkający w sąsiedztwie, który ostrzegał ją przed łapankami.
Po wojnie rozpoczęła pracę jako nauczycielka, najpierw pod Izbicą, a następnie w Lubrańcu. Wyszła za mąż za Jana Wiśniewskiego, który przed wojną terminował jako rzeźnik w Izbicy, a przez całe życie zawodowe pracował w masarni. Wspólnie przez wiele lat prowadzili sklep mięsny w Lubrańcu. Nestorka wychowała czwórkę dzieci i doczekała się takiej samej liczby wnuków. Przez całe życie była osobą głęboko religijną, przez wiele lat regularnie uczestniczyła w życiu Kościoła, uczyła też katechezy. Jej miłością były również podróże. Obecnie Weronika Wiśniewska mieszka blisko lasu, lubi siedzieć przy oknie i obserwować ptaki.
– Jeśli coś postanowiła, realizowała to z uporem i systematycznością – w nauce, pracy i codziennych postanowieniach. Była osobą dumną, odporną, ukształtowaną przez doświadczenia pokolenia wojny – podkreśla jej córka Maria.
Zofia Gontarek urodziła się 19 stycznia 1926 r. w Rakutowie (powiat włocławski w gminie Kowal) jako drugie dziecko Bolesława i Anny Żabeckich. Rodzina od pokoleń zawodowo zajmowała się rybołówstwem, dzierżawą jezior i gospodarowaniem na nich, pozyskując i sprzedając nie tylko ryby, ale bardzo poszukiwaną wtedy trzcinę oraz maty trzcinowe.
Zofia uczyła się najpierw trzy lata w wiejskiej szkole podstawowej w Rakutowie, potem w szkole Kowalu. Uczyła się chętnie i mogła pochwalić się bardzo dobrymi wynikami, ale naukę przerwał wybuch II wojny światowej. Podczas okupacji Niemcy wysiedlili jej rodzinę i rozebrali rodzinny dom z budynkami gospodarczymi. Zofia wkrótce została zatrudniona w gospodarstwie Niemki Olgi Wagner, której mąż został wcielony do Wehrmachtu. Pracowała tam do końca wojny z trzymiesięczną przerwą na kopanie okopów w okolicach Nasiegniewa (powiat włocławski).
W roku 1950 wyszła za mąż za mistrza krawieckiego Tadeusza Gontarka, który prowadził warsztat krawiecki, szkolił uczniów i wspólnie z żoną niewielkie początkowo gospodarstwo rolne. Małżonkowie wychowali trójkę dzieci: Krzysztofa (1950), Annę (1953) i Marię (1958). Zofia doczekała 5 wnucząt i 2 prawnucząt. Nestorka dzieliła czas między obowiązki rodzinne a pracę dla społeczności wiejskiej Rakutowa, gminy i miasta Kowal, powiatu i dawnego województwa włocławskiego. W marcu 1962 r. zainicjowała powstanie Koła Gospodyń Wiejskich (KGW) w Rakutowie i została jego wieloletnią przewodniczącą. Od śmierci męża Tadeusza mieszka we Włocławku w będąc pod opieką najbliższej rodziny.
Samorząd województwa honoruje stuletnich mieszkańców regionu od 2018 roku, medal Unitas Durat odebrało do dziś ponad czterysta pięćdziesiąt osób. Rodziny mieszkańców regionu, którzy w najbliższym czasie kończą sto lat, a także starszych, zachęcamy do kontaktu pod numerem telefonu 56 62 18 344 i adresem e-mailowym: stulatkowie@kujawsko-pomorskie.pl.
Więcej w zakładce Rówieśnicy Niepodległej
Beata Krzemińska
rzecznik prasowa Urzędu Marszałkowskiego
27 stycznia 2026 r.
- Wręczenie medalu Unitas Durat Weronice Wiśniewskiej, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Weronice Wiśniewskiej, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Weronice Wiśniewskiej, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Irenie Skoniecznej, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Irenie Skoniecznej, fot. Mikołaj Kuras dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Zofii Gontarek, fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Zofii Gontarek, fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Zofii Gontarek, fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl dla UMWKP
- Wręczenie medalu Unitas Durat Zofii Gontarek, fot. Szymon Zdziebło/tarantoga.pl dla UMWKP







