Na scenie czuję się wolna. Rozmowa z Magdaleną Czerwińską
Od momentu, gdy sama ze sobą zaczęłam czuć się dobrze i zyskałam spokój, zaczęłam częściej wracać do Torunia – mówi laureatka Nagrody Filmowej Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego im. Poli Negri.
Czy czasy, gdy chodziła pani do szkoły średniej w Toruniu, były dobre dla rozwoju artystycznego?
Myślę, że to wszystko zaczyna się w środku. Ktoś, kto chce, zawsze znajdzie sposób, by się rozwijać. Natomiast jeżeli są jeszcze do tego miejsca sprzyjające, jak na przykład Młodzieżowy Dom Kultury, Szkoła Muzyczna bądź osoba będąca autorytetem np. w szkole, czy rozmowy w domu i jeśli nie podepcze się tej wrażliwości, która sobie dopiero kiełkuje, to myślę, że ta łodyżka znajdzie drogę do wzrostu. Ja miałam bardzo szerokie możliwości, bo rozwijałam się równocześnie w sporcie, jak i w Szkole Muzycznej, a to teatr porwał mnie najmocniej. MDK był wspaniałym miejscem do rozwoju: był tam taniec współczesny, ludowy, grafika i zajęcia teatralne. Do dziś mam dużą słabość do takich miejsc, bo wiem, ile pracy trzeba w to włożyć od strony pedagogicznej.
Na początku w MDK-u chodziłam do STS-u, czyli Spiętego Teatru Spinaczy, który prowadziła Grażyna Podlaszewska, a potem przeszłam do Studia P. prowadzonego z sukcesami do dziś przez Lucynę Sowińską. W liceum już byłam bardziej ukierunkowana na poezję. To był czas transformacji wewnętrznej, szukania siebie i bardzo potrzebowałam pójść właśnie w stronę poezji i poezji śpiewanej. Taką możliwość dało mi Studio P. I tu też przygotowałam się pod okiem Pani Lucyny właśnie do egzaminów do Szkoły Teatralnej w Krakowie. Szkoła Muzyczna była bardziej poligonem, gdzie podstawą była dyscyplina. Ostatecznie myślę, że wszystko dobrze razem zagrało i dało mi solidne narzędzia na start, aczkolwiek to było bardzo ciężkie do pogodzenia. Dzisiaj sobie myślę, jak ja dałam radę?
Pamięta pani ten moment wybrania aktorstwa?
Tak, myślę, że dosyć szybko to wiedziałam, choć sport długo też był dla mnie ważny. Byłam częścią nieźle rozwijającej się drużyny koszykówki przy SP nr 24. Miałyśmy spore sukcesy, a ja trenowałam dużo i nawet wyjeżdżałam na obozy sportowe. Bardzo to lubiłam i uważam, że sport bardzo często pomaga mi do tej pory. Szczególnie jak są gorsze chwile, to wiem, że w pewnym momencie trzeba po prostu wstać, otrzepać się i spróbować kolejny raz. Poza tym sport uczy gry zespołowej, co przydało mi się później w teatrze. Z kolei w samej szkole muzycznej zrozumiałam, że stres, który miałam przed występem, to nie był stres mobilizujący i „chowałam się za instrumentem”, tam potrzebna była technika, której nie miałam czasu szkolić, bo zajmowały mnie też inne rzeczy. Na scenie w teatrze stres mnie nie zjadał, a wręcz czułam się wolniejsza, więc szybko zrozumiałam, gdzie mogę więcej coś z siebie dać i jednocześnie dostać.
W 2009 roku dostała pani Nagrodę Flisaka na Tofifest, a teraz Nagrodę Filmową Marszałka. Jak w czasie tych 17 lat zmienił się świat filmu i jak pani się zmieniła?
To się wiąże z moim rozwojem świadomości. Wtedy byłam młodą mamą i było dla mnie bardzo ważne, żeby być z tym małym człowiekiem w domu i dać mu całkowicie swój czas i uwagę. Teraz mam przestrzeń i narzędzia, jestem bardziej świadoma, co chcę robić. Niczego odkrywczego nie powiem. Po prostu wciąż walczymy o równowagę w świecie filmu, żeby to nie było tylko męskie kino, w którym zresztą sama bardzo dużo gram. Na przykład dziś podczas festiwalu Toffifest oglądałam film Zuzanny Grabowskiej „Droga rzadziej przemierzana”, w którym współautorką scenariusza i aktorką obok Zuzy jest moja koleżanka z teatru Agata Wątróbska i duży szacunek dla dziewczyn, że wzięły sprawy w swoje ręce. Bardzo dużo pracy to wymaga, ale można. Uważam również, że dzisiaj trzeba mieć świadomość, w czym się bierze udział. A czy ja się zmieniłam? Jako człowiek zmieniam się każdego dnia.
Gra pani w wielu produkcjach, w serialach. Do głosu doszły w ostatnich latach platformy streamingowe. Jak pani widzi ich rolę właśnie w świecie filmu?
Z jednej strony jest naprawdę więcej produkcji, czyli więcej pracy, ale one też trochę zabijają to klasyczne kino. Świat się zmienia – kino zamieniliśmy na telewizję, kanały telewizyjne na platformy. Sama nie mam telewizora w domu i korzystam z platform. Natomiast z przyjemnością poszłabym do kina plenerowego na klasykę, oglądała pod gołym niebem czarno-biały film i odświeżyła sobie filmy Wajdy, Kawalerowicza. To jest jak z wejściem do księgarni – jest dużo książek i trzeba wybrać tę właściwą. Platformy streamingowe dają dużo możliwości, bo tworzą miniseriale. Jest tam więcej treści, niż zmieści się w filmie i możemy bardziej wgryźć się w historię bohatera i jego świat. Dla aktorów to jest świetne, bo można w ośmiu odcinkach coś opowiedzieć. To jest często dobrze napisany scenariusz. Postaci różnią się od postaci seriali codziennych. Nie są papierowe i w dialogach dzieje się dużo poza tekstem. W filmie jest jeszcze inaczej, bo się o wiele mniej mówi i chodzi o to, żeby zawrzeć sens w konkretnej scenie. Z drugiej strony są filmy, których w ogóle nie włączam, bo mi szkoda czasu. Trzeba wiedzieć, jak z tego korzystać, bo nie uciekniemy przed tym. Takie są prawa rynku. Dzięki streamingowi mamy różnorodność i to ja decyduję, co wybieram i tak samo decyduje widz.
Na koniec wróćmy do Torunia. Czy Pani do niego wraca, chociażby we wspomnieniach?
Wracam, bo tutaj mam rodziców i psa. Jak się wyjeżdża na wymarzone studia, to się wystrzeliwuje jak z procy. Człowiek nawet za bardzo nie wie, co zostawia za sobą, bo tak szybko chce już w te marzenia wskoczyć. Pamiętam taki ważny moment, gdy sama zauważyłam, że przestaję gonić za czymś, co jest nieuchwytne. Od momentu, gdy sama ze sobą zaczęłam się dobrze czuć i zyskałam spokój, to od razu też zaczęło mi się chcieć coraz częściej wracać do Torunia. Nie ma takiej możliwości, że jak przyjadę do rodziców, żebym nie wybrała się na spacer z psem starówką, nad Wisłę. Robimy taką rundę jak kiedyś, gdy chodziłam do Szkoły Muzycznej i MDK-u – przez Plac Rapackiego, koło CSW. To są ważne dla mnie spacery. I tak jestem już inna, i Toruń jest inny, a dla mnie to są wciąż te same ścieżki. Myślę, że będę przyjeżdżała tutaj tak długo, jak się da. Gdy otrzymałam teraz Nagrodę Filmową Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego na festiwalu Toffifest, to przyszła do mnie myśl, że jestem bardzo wdzięczna za to, że jestem doceniona właśnie tu, gdzie wszystko się zaczęło, przez mój region i to jest dla mnie bardzo wzruszające.
Paweł Jankowski i Dariusz Czołgowski
Departament Promocji
10 września 2026