Rówieśnicy Niepodległej

Henryk Ziółkowski, fot. UMWKP
Henryk Ziółkowski, fot. UMWKP

Henryk Ziółkowski

urodził się 22 lutego 1926 roku w Radziejowie. Jest synem Władysława Ziółkowskiego oraz Marianny z domu Wiśniewskiej. Dorastał w rodzinie wielodzietnej, miał cztery siostry: Jadwigę, Mariannę oraz bliźniaczki Ewę i Barbarę. Dziś jest już ostatnim z tego pokolenia – wszystkie siostry nie żyją.

Ukończył szkołę podstawową w Budzisławiu (pow. radziejowski). Po II wojnie światowej kontynuował naukę w Piotrkowie, gdzie ukończył dziewięć klas, następnie ukończył szkołę rolniczą. Jego młodość, jak wielu rówieśników przerwała wojna.

Jako szesnastoletni chłopak pracuje przymusowo u Niemca, w Lubsinie (powiat radziejowski). Do dziś wraca pamięcią do dnia, który mógł zakończyć się tragicznie. Podczas pracy przy gracowaniu ziemniaków zapalił papierosa. Gdy niemiecki nadzorca to zauważa, kazał mu kopać sobie grób. Groził, mierzył się do niego, straszył śmiercią. Ostatecznie odstąpił od wymierzenia kary, a młody i przerażony Henryk uciekł do biura pracy w Piotrkowie. Później został wywieziony na zachód, gdzie pracował przy kopaniu okopów dla Niemców. Dostawał ćwiartkę bochenka chleba na dzień. Gdy wojska niemieckie zaczęły się wycofywać, wyruszył w drogę powrotną do domu. Trzy dni i trzy noce w drodze.

Po wojnie spotykały go kolejne trudne doświadczenia. Został aresztowany przez ówczesne władze pod zarzutem działalności w Armii Krajowej – choć nigdy nie jest członkiem tej organizacji. Ten czas również pozostawia ślad w jego pamięci.

Przez pewien okres pracował w stoczni w Szczecinie, jednak ostatecznie wrócił w rodzinne strony. Wspólnie z żoną Krystyną z domu Mazurek, urodzoną w Głuszynku, budują życie na nowo. Ślub cywilny zawarli 26 października 1960 roku, a miesiąc później – 23 listopada – ślub kościelny. Razem prowadzili gospodarstwo rolne w Lubsinie. Czasy były trudne, szczególnie okres obowiązkowych dostaw, który często wspomina jako jeden z cięższych momentów powojennej rzeczywistości. Mimo przeciwności odbudowali i utrzymali rodzinne gospodarstwo, w którym jubilat mieszka do dziś  z synem i jego rodziną.

Doczekał się trojga dzieci: Marioli, Grzegorza i Renaty. Dziś cieszy się obecnością wnuka Kacpra oraz wnuczek: Agnieszki, Haliny, Wioletty, Aleksandry, Elżbiety i Moniki, a także prawnucząt: Mateusza, Jakuba, Oliwii, Mai, Borysa i Wiktorii.

Pan Henryk jest człowiekiem niezwykle ciekawym świata, dociekliwym i uważnym obserwatorem rzeczywistości. Interesuje się polityką oraz sytuacją międzynarodową. Cieszy się w miarę dobrym zdrowiem, choć z przymrużeniem oka każdego roku przy wigilijnym stole mówi, że „w przyszłym roku już się nie spotkamy”. A jednak – spotykają się. Bo siła jego charakteru, upór i przywiązanie do rodziny wciąż piszą dalszy ciąg tej historii.