Ta strona wykorzystuje pliki cookies m. in. w celach dostosowania do potrzeb użytkowników, poprawy bezpieczeństwa, statystycznych i reklamowych. Możesz zmienić ustawienia obsługi cookies w przeglądarce internetowej. Korzystając z naszych stron bez zmiany tych ustawień wyrażasz zgodę na wykorzystanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej na temat polityki cookies »

Zakmnij
Facebook Twitter Youtube Instagram Issuu Flickr

Loading script and Flickr images

Krotki rys historyczny

Zbrodnia pomorska

Jesienią 1939 roku, w blisko 400 miejscowościach, na terenie przedwojennego województwa pomorskiego, zostało zamordowanych 30 tysięcy Polaków. Zginęli najczęściej z rąk swych dotychczasowych sąsiadów – Niemców. 

Po wkroczeniu na teren województwa pomorskiego, jesienią 1939 roku, Niemcy przystąpili natychmiast do akcji „odpolszczania” tej części polskich ziem, którą przyłączono do III Rzeszy. Zaplanowane jeszcze przed wybuchem wojny i przeprowadzone według przygotowanych zawczasu list proskrypcyjnych masowe rozstrzeliwania ludności cywilnej, przede wszystkim inteligencji oraz osób zaangażowanych w umacnianie polskości, pochłonęły około 30 tysięcy ofiar. Około, ponieważ Niemcy nie tylko pozbawili ich życia, ale często też tożsamości. By ukryć ślady zbrodni niszczyli wszystkie dokumenty. A w 1944 roku, na kilka miesięcy przed wkroczeniem Armii Czerwonej, wykopali większość ciał pomordowanych i spalili.

Sprawcami mordów byli miejscowi Niemcy zrzeszeni w organizacji Selbstschutz Westpreussen, nadzorowani przez SS. Większość z nich uniknęła odpowiedzialności. Członkiem Selbstschutzu mógł zostać każdy volksdeutsch zdolny do służby wojskowej, w wieku od 17 do 45 lat.

„Volksdeutsche znają ten kraj, jest on wszakże ich ojczyzną. Znane im są wszystkie zakamarki, pomagają więc policji odnaleźć każdego ukrytego polskiego przestępcę. Znają polski język, mają otwarte oczy i uszy na wszystko” – donosił 30 stycznia 1940 r. „Ostdeutscher Beobachter”.  

Dowódcą Selbstschutzu na terenie przedwojennego województwa pomorskiego, był oficer SS Ludolf von Alvenleben, adiutant Reichsfuehrera Heinricha Himmlera. W raporcie z 7 października 1939 r., jednym z nielicznych dokumentów zbrodni, który dotrwał do naszych czasów, pisał że dowodzone przez niego jednostki aresztowały 17 667 ludzi i „zlikwidowały” 4 247 Polaków. A to był dopiero początek rozstrzeliwań.

 


 

Zbrodnia bez kary

Zdaniem historyków, w przeprowadzenie akcji eksterminacyjnej wobec Polaków na Pomorzu, jesienią 1939 roku, zaangażowanych było 20 tysięcy osób. Oprawcami byli najczęściej miejscowi Niemcy, przedwojenni sąsiedzi polskich ofiar, działający w ramach Selbstschutzu Westpreussen oraz SS. Tylko nieliczni odpowiedzieli za swoje zbrodnie.

Udało się ustalić nazwiska prawie dwóch tysięcy oprawców. Po wojnie zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwości prowadził przeciw nim 258 śledztw. 233 z nich zostało umorzonych. Doszło do jedynie do 12 procesów, w których skazano tylko dziesięć osób, w tym zaledwie pięciu członków Selbstschutzu.

Przywódca tej organizacji na Pomorzu - Ludolf von Alvensleben, dzięki pomocy niemieckiego kościoła ewangelickiego, po zakończeniu wojny zbiegł do Argentyny. Nigdy nie stanął przed sądem.

Rudolf Oebsger-Röder z bydgoskiego SD pełnił po wojnie funkcję szefa rezydentury zachodnioniemieckiego wywiadu w Indonezji. Postępowanie przeciwko dowódcom bydgoskiego Selbstschutzu – Erichowi Spaarmannowi (szefowi inspektoratu) i Josefowi Meierowi (dowódcy struktur powiatowych, zwanemu „krwawym Meierem”) – umorzono w maju 1963 r. W 1965 r. prokuratura w Monachium uznała, że nie ma podstaw do ścigania byłego kierownika powiatowej organizacji NSDAP i nadburmistrza Bydgoszczy, Wernera Kampego.

Hans Krüger, kierownik Sądu Powiatowego w Chojnicach (zatwierdzający m.in. listy Polaków przeznaczonych do likwidacji w „Dolinie Śmierci” na Polach Igielskich) organizował po wojnie w Niemczech Związek Wypędzonych, pełniąc funkcję jego pierwszego przewodniczącego (1959-1964). Od 1957 do 1965 był też posłem Bundestagu, a w latach 1963-1964 – ministrem federalnym ds. wypędzonych.

W 1966 przed sądem w Monachium stanęli Jakob Lölgen i jego zastępca, Horst Eichler. Akt oskarżenia zarzucał im zamordowanie w Bydgoszczy 349 osób, w tym 74 nauczycieli, trzech lekarzy i prezydenta miasta Leona Barciszewskiego. Obaj oskarżeni zostali uniewinnieni przez sąd przysięgłych, który stwierdził, że „działali pod przymusem przełożonych”.

W 1969 roku w Berlinie Zachodnim sądzono Karla Friedricha Straussa – komendanta obozu w toruńskim Forcie VII, kierującego zbiorowymi egzekucjami na Barbarce. Proces zakończył się uniewinnieniem oskarżonego. Sędziowie uznali, że Strauss „jedynie wykonywał rozkazy przełożonych”.

Z nielicznych zbrodniarzy, którzy stanęli przed polskimi sądami, skazani na karę śmierci zostali: Albert Forster, gauleiter NSDAP i namiestnik Rzeszy w Okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie, Richard Hildebrandt, w latach 1939-1943 Wyższy Dowódca SS i Policji w Okręgu Gdańsk Prusy-Zachodnie, Max Henze, który od 12 października 1939 pełnił funkcję prezydenta policji w Bydgoszczy.

Przed polskim wymiarem sprawiedliwości stanęli także niektórzy niżsi rangą sprawcy zbrodni, m.in.: Friedrich Freimann – okupacyjny burmistrz Pucka (kara śmierci), Artur Marter – okupacyjny burmistrz Starogardu (zmarł w więzieniu), Harry Schulz – komendant obozu Selbstschutzu w Górce Klasztornej (kara śmierci), Wilhelm Heinz Borman – szef placówki Selbstschutzu w Kowalewie Pomorskim (kara śmierci) oraz kilku szeregowych członków Selbstschutzu.

BIP Kujawsko-Pomorskie konstelacje dobrych miejsc